poniedziałek, 12 grudnia 2016

Najgorsze obawy

Stała na środku. Dookoła niej było dużo ludzi, jedni bliżej drudzy dalej, oni wszyscy byli odwróceni do niej plecami. Wiedziała co to oznacza, ten krąg otaczał ją od samego początku. Była przyzwyczajona do tego widoku. Wszyscy oni podążali przed siebie, jeden za drugim, niektórzy bardzo szybko inni bardzo powoli. Większość była już tak daleko, że widziała tylko lekki zarys ich ciał. Ale byli tacy, których plecy były tuż przy niej. Tych wszystkich ludzi łączyło jedno. Wszyscy zamierzali ją opuścić i odejść. Wszyscy szli, zostawiając wszystko co wiązało ich z nią, każdy pożądał swoim śladem, usuwając ją z życia i zapominając o niej.
Na początku ledwo dawała sobie z tym radę, każde kolejne odejście zostawiało jakiś ślad. Nie potrafiła zapomnieć, chciała w jakiś sposób pamiętać o nich. Ale nie mogła się pogodzić z tym, że nie potrafiła ich wszystkich zatrzymać przy sobie, chociaż tak bardzo tego pragnęła. Była bezsilna.
Cierpiała śledząc wszystkich znajomych, którzy bawili się dobrze bez niej, oglądała te wszystkie zdjęcia oraz wydarzenia w milczeniu. Wiedziała jaki błąd popełniła w każdej znajomości, ale nie miała pojęcia jak go naprawić. Chciała tak bardzo znów wrócić do nich i cieszyć się razem z nimi.
Ale to pozostało tylko jednym wielkim marzeniem.
Brakowało jej każdego dnia, tych wszystkich ludzi, ich rozmów, głupich pomysłów, oraz tych cieszących się twarzy. Zostały tylko wspomnienia, które rozrywały rany na nowo. Ból, a przede wszystkim zazdrość, która rodzi nienawiść. Próbowała wyciągnąć ręce i kogoś złapać, nadaremnie.
Kiedyś nocne rozmowy przerodziły się w głuchą ciszę, która obijała się echem wśród czterech ścian.
Upadła na kolana, w oczach miała pełno łez, a w gardle rosła wielka gula.Wbiła paznokcie w miękką powierzchnie na której się znajdowała i zaczęła płakać. Tylko na kilka chwil poczuła ulgę.
W jej głowie znajdowały się te same myśli co zawsze." Dlaczego?". Zacisnęła szczęki, pokazując zęby i podniosła głowę. Zaczęła krzyczeć ile miała sił. Opanowało ją złość, ogromna nienawiść. Nie przestawała krzyczeć, aż nagle zaniosła się takim szlochem, że ledwo mogła złapać oddech. Wiedziała, że to co nadchodzi będzie jeszcze gorszę, co było do tej pory. Wiedziała, że jedna z najgorszych chorób świata nadchodzi do niej wielkimi krokami. A była to samotność.